niedziela, 7 sierpnia 2016

Poród w Niemczech - czyli bez stresu.

Kochane jak wygląda Niemiecka służba zdrowia to każdy wie. A jak się tam rodzi? Zapraszam na krótki przewodnik po szpitalu.
Okay, zacznijmy od tego iż ja rodziłam w szpitalu w Erlenbach. Generalnie, szpital na leży do koncernu Helios Klinik. Jeśli idzie o inne rzeczy typu zabiegi chirurgiczne, to ma opinię jedziesz wszędzie byle nie tam. Ginekologia pierwsza klasa. Właśnie dlatego, plus fakt iż moja położna tam pracowała wybrałam ten oto szpital. Odział pomieści około 25 do 20 kobiet czyli nie dużo. Znajdują się tam 4 pokoje tak zwane rodzinne. Gdzie personel przygotowuje je dla ciebie i twojego partnera, który to może spędzić z tobą noc. lub dwie czy 3. Zależy jak długo chcesz. Opcja ta jest płatana 60 euro za dobę. Na oddziale możesz spędzić 12 dni. Oczywiście można wypisać się wcześniej. W ramach pobytu z dzieckiem masz zapewnione pampersy, opiekę 24 na dobę. Wyżywienie. Ręczniki, wszystkie badania. Kontrolę. Nauka karmienia. Pierwsze szczepienia. Plus konsultacje z położną każdego dnia. Porodówka liczy 3 sale. Salę zwykłą. Z wanną. I do cesarki. Zespół składa się z 12 położnych i 4 lekarzy. 2 lekarzy posiłkowych i 12 asystentów medycznych. Na dyżurze zawsze są 2 położne i jeden lekarz. Na oddziale znajdują się 4 pielęgniarki na zmianie dziennej i nocnej.
Ja rodziłam w sali z wanną. I byłam w szpitalu 3 doby wraz z mężem. Więcej nie chciałam. Poród mój trwał 15 minut. Pomijając fakt, iż parę rzeczy spartolili. To było okay. Pielęgniarki cały czas przychodziły i pomagały. Zaraz po porodzie nie wolno ci samej wstać i iść do łazienki bez opieki. Jedzenie mogłam sobie wybrać. W zależności czy jestem wege, czy też nie. Plusem jest również to, że przed całą akcją możesz zwiedzić cały oddział. I poznać personel. Wszyscy są bardzo mili. I mają za zadanie ci pomóc. Kolorowo? Jasne. Aczkolwiek parę faktów mnie wkurzało. Pierwsze musisz karmić naturalnie. Tylko. Nawet jak nie masz pokarmu. Ale okay. Zero smoczka. Dziecko ma spać z tobą. Dobrze, nie jestem zwolennikiem niczego z tych rzeczy. Więc to była dla mnie tortura. Z deksza.
Co zabrałam ze sobą do szpitala? Otóż moje ulubione płyty, gdyż na porodówce można było słuchać swojej muzyki. Jest również opcja z dowozem pizzy. Nie żartuje. Wiele kobiet tak robi. Wracając do tematu. Zabrałam parę książek, by się zrelaksować. Ubrania. Dla siebie i grzyba. I takie tam inne pierdołki. Nie brałam koszuli nocnej. Jak wszyscy. Dlaczego? A otóż, że po pierwsze  nikt tam nie chodził w szlafroku ani piżamie tylko w dresach. Drugie nie kręcą mnie koszule. Również nie brałam stanika do karmienia. Żyndach wkładek. Gaci. Wszystko gwarantował mi szpital. I to nic używanego a wszystko nowe. Że tak powiem w cenie pobytu hulaj dusza. Na wyjście dostajesz zestaw kosmetyków. Broszurek i innych gadżetów. Większość nie przydała mi się. Jednak miły gest. Wychodząc ze szpitala tradycja jest danie zespołowi, który się tobą zajmował jakiś drobny napiwek. Lub czekoladki z kawą. Kwiaty. Cokolwiek. Dobę po porodzie przychodzi fotograf, który robi zdjęcie dziecku. Możesz zamówić pakiet. Lub wziąć pojedyncze zdjęcie.
Co ważne, badania słuchu dosłownie każde najdrobniejsze badanie masz w cenie! Pobytu. Czyli nic nie musisz robić prywatnie, ani później. Dziecko jest sprawdzane od stóp do głów. W razie komplikacji w ciągu 15 minut jest transportowane helikopterem do Frankfurtu.
Niestety klinka ta przyjmuje porody tylko po 36 tygodniu. Wcześniej nie ma co tam jechać. Papiery i rejestrację można załatwić szybciej. Czyli od 35 tygodnia. Aby nic nie robić w dniu porodu. I najważniejsze w 100% jesteś cały czas kontrolowana. Każdy najmniejszy detal. Od krwi po ząb. W końcu bezpieczeństwo naj!
Czy polecam rodzenie w Niemczech. Tak. Zdecydowanie. Aczkolwiek wiadomo, że wszystko zależy do twojego nastawienia.
P.S. Zwrotów nie przyjmują ;)







     

10 komentarzy:

  1. Witam serdecznie , ja również mieszkam w Niemczech , bardzo przydatny post , ostatnim czasem się zastanawiałam jak to jest w niemieckich szpitalach na porodówkach , pomocny artykuł .

    Pozdrawiam Serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo! Polecam się na przyszłość w innych tematach

      Usuń
  2. Będę rodziła w Polsce i boję się bardzo tego jak to będzie wyglądać. Niektóre kobiety mają po porodach prawdziwą traumę , świetnie, że Ty swój wspominasz miło. szpital trafił Ci się naprawdę dobry i ten 15-sto minutowy poród:)
    Życzę sobie takiego samego :d

    OdpowiedzUsuń
  3. Słuchanie muzyki w szpitalu to fajna opcja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. poród zaledwie 15 minut!!! Wow to wręcz ekspresowo!
    My rodziliśmy kilka godzin choć z tego co czytam to warunki mieliśmy też podobne tutaj w Polsce. Ja rodziłam w Warszawie na Madalińskiego - porodówkę oddali po remoncie akurat 2 miesiące przed moim porodem więc sale nowiuteńkie :) oddział poporodowy też super! Wszelkie badania malucha jak słuch czy szczepienia też były za darmo w ramach naszego pobytu. Personel jak najbardziej ok - miałam indywidualną położną przy porodzie i była fantastyczna, opieka poporodowa też ok choć zdarzyła się jedna niezbyt miła położna na zmianie... cóż różni są ludzie...
    nooo tylko u nas nie ma wyboru menu oraz zamawiania pizzy :) choć ja w trakcie porodu nie w głowie miałam jedzenie, jedyne na co miałam chęć to woda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, że też miałaś warunki dobre. No fakt każdy mi mówi, że poród 15 minut to nic. W dodatku bez żadnego znieczulenia. :) Pizza to spoko, rzecz najlepszy jest sam chociażby zapach. Odpręża. I te udogodnienia jeśli idzie o menu. Też są świetne. W końcu nie każdy musi jeść to czego nie lubi.

      Usuń
  5. Ja na szczęście nie mam co narzekać na poród w Polsce. Narzekałabym, gdybym wybrała miejski szpital. Pojechałam do innego miasta. Fakt leżałam ponad tydzień, ale mocno zaparłam się, że chcę rodzić naturalnie. Stąd też trzy razy wywoływali mi poród, co okazało się "klapą". Trzeba było ciąć, bo miałam problemy z wątrobą i z pulsem Córy było coraz gorzej. Na szczęście szybka decyzja, szybkie cięcie i dzidzia wyszła z krzykiem na świat. Cieszę się, że tam rodziłam, bo położne były rewelacyjne - odpowiadały na każde, nawet głupie pytanie, operację wykonywała pani ordynator - u nas, w szpitalu na miejscu byłoby to wręcz poniżeniem, gdyby główny ordynator się wziął za poród, Mała była cały czas ze mną, a wiadomo że po cesarce różnie z tym bywa. Drugie dziecko też tam będę rodzić :)

    A co do jedzenia, to chyba w każdym polskim szpitalu posiłki są biedne :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najważniejsze, że też są takie przypadki szpitali w Polsce! :) A co do jedzenia to współczuje :)

      Usuń